felietonista blog

Twój nowy blog

Witam wszystkich serdecznie. Jest piękny lipcowy dzień, więc pomyślałem, że coś napiszę. Jakąś krótką notkę. Tym razem nie o polityce, bo któżby chciał w niedzielę rozmawiać o czymś nieprzyjemnym. O polityce napiszę w kolejnych notkach.

Niedziela, 12 lipca 2009r – piękny dzień. Kolejny dzień odpoczynku. Aktywnego odpoczynku na rowerze, z przyjacielem. Przyznam Wam, że rano, po wczorajszej jeździe rowerem 122 km odczuwałem zmęczenie nóg. Szczególnie ud. Gdyby to była zwykła jazda, rozumiem. Ale w deszczu ok 65 km? :-). Cóż, jazda to jazda, jak się ma zmoknąć to się ma zmoknąć. Z pasji i miłości do dwóch kółek zrobiłem sobie trasę: Lębork – Sierakowice – Podjazy – Sulęczyno – Bytów – Czarna Dąbrówka – Lębork. Jeden z punktów (Bytów) osiągnąłem. Wyznaczyłem go sobie, więc 1:0 dla mnie, pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych. 

Po niezbyt długiej namowie, tym razem ze znajomym wybraliśmy się ciut bliżej – jedynie na trasę o długości 87 km tj. Lębork – Sierakowice – Podjazy – Sulęczyno – Gowidlino – Cewice – Lębork. Na samym początku mięśnie dawały o sobie przypominać, ale cóż, jak jechać to jechać :-). W czasie jazdy pogoda dopisała, żadnych opadów deszczu przy okazji było cieplej niż wczoraj. Co jakiś czas mięśnie nóg dawały się we znaki, na szczęście było to na pierwszych kilometrach. Na szczęście, pomimo szczupłej budowy ciała dojechałem szczęśliwie, cały, lekko zmęczony. I tak weekend, który miał być odpoczynkiem był aktywnym odpoczynkiem i dotlenieniem organizmu o wiejskie, kaszubskie powietrze.

 

Zapraszam na moje strony, ze zdjęciami.

www.adammatuszek.xbr.pl

www.nowe.adammatuszek.xbr.pl

 

Pozdrawiam, 

Witam. Z różnych powodów nie zabierałem głosu tu na blogu. Widząc Wasze zainteresowanie stroną postanowiłem wrócić :-) z felietonami, moimi przemyśleniami dotyczących różnych wydarzeń.

Pozdrawiam.

          Witam Was bardzo serdecznie. W czasie odbywających się mistrzostw Europy w piłce nożnej – pierwszym dniu przerwy w tym maratonie postanowiłem napisać kolejny artykuł. Czuję to z potrzeby serca, chęci przelania swoich uczuć drzemiących we mnie na papier. Chcę, aby ktoś wiedział, co w tej chwili czuję. Abym nie poczuł się sam – abym miał Wasze wsparcie J. I Wam. Często rozmawiając z Wami piszecie mi, że dobrze, że publikuję swoje przemyślenia. Dziś, pisząc ten tekst w zachmurzony, wietrzny poniedziałkowy wieczór będę chciał poruszyć sytuację, którą mną (i nie tylko) wstrząsnęła kilkanaście dni temu.
          Środowy dzień, 4 czerwca 2008 roku. Kolejny dzień w pracy, przy komputerze. Jak co dzień – papierkowa robota, sprawdzenie faktur i wprowadzanie ich do programu. Nie przepadałem za tym, ale jakoś się wkręciłem i przyznam bez bicia, polubiłem tą pracę. Wcześniej 1,5 roku pracy na sklepie jako sprzedawca zrobiło swoje – nie chciałem odchodzić z dołu, ale cóż. Przeniesiony na górę przez szefa byłem pełen obaw, ale mając wsparcie u kierownika podjąłem się zadania. Ale mniejsza o to. Wprowadzając fakturę do programu słuchałem mojej ulubionej „Zetki” – grają tam świetną muzykę, co pół godziny czy co godzinę puszczając serwisy informacyjne. Było to ok. godziny 10:00, a może 11:00, kiedy usłyszałem, że nasza siatkarka Agata Mróz-Olszewska nie żyje. Momentalnie zamarłem. Zachciało mnie się płakać. W głębi serca wierzyłem, że jednak ta dzielna kobieta wygra z chorobą i w końcu po przezwyciężeniu jej zacznie normalnie życie. Z całego serca Jej kibicowałem – byłem pełen nadziei, że niedługo skończy się jej koszmar, który przeżywa. A jednak życie potoczyło się niestety inaczej.
          Sam jestem w podobnej sytuacji. Kilka lat temu moja Mama umarła na raka w wieku zaledwie 48 lat, pozostawiając mnie na tym świecie w wieku zaledwie 8 lat. Jednak tu mogę mówić o szczęściu danym mi przez Boga. Swoją Mamę dobrze pamiętam i czuję Jej ciągłą obecność każdego dnia. Natomiast Agata pozostawiła ledwie 2 miesięczną córeczkę na tym świecie. Naprawdę, bardzo współczuję małej – nigdy na tym świecie nie zobaczy na żywo swojej Mamy, nie poczuje Jej ciepła. To naprawdę mnie boli, że niewiele mogę pomóc w tej sytuacji. Mogę się jedynie (albo i aż) pomodlić za Agatę i jej pociechę. Ja, 22-letni chłopak mogę poprosić Pana Boga o lepszy świat i tak też czynię. Kiedyś spowiadając się w konfesjonale od spowiednika mówiąc o swoich grzechach Bóg powiedział do mnie, że „każdy nosi swój własny krzyż”. Owszem to prawda, ale często zastanawiam się, dlaczego jedni mogą żyć w luksusie obrażając Boga, a inni daliby sobie rękę połamać za kawałek jedzenia, wierząc w Jezusa? Pocieszam się tym, że ten świat to jedynie świat opanowany przez szatana. Tu muszę walczyć i robić tak wiele dobrych rzeczy, abym mógł dostać się do Nieba, czego sobie i Tobie serdecznie życzę.

Pozdrawiam, czekając na Wasze opinie i komentarze.

Gadu Gadu 4009354
www.adammatuszek.xbr.pl
E-mail: frank_ronald@o2.pl

          Nie pisałem żadnego artykułu od dość dłuższego czasu. Nie miałem weny, brakowało mi chwili wolnej, nie było okazji? Nie wiem. Coś musiało mnie powstrzymać, że zastopowałem się. Jest teraz okazja, aby to zmienić. Pojawiła się we mnie ponownie siła, chęć do prezentowania Wam mojej twórczości. Mam nadzieję, że będzie ona taka jak wcześniej.
          Czerwiec 2008 roku, piękna pogoda. Tak wiele dzieje się na świecie. Polacy grają na EURO 2008 i raczej odpadną z tego turnieju, politycy spierają się o to, który z nich mówi prawdę – a może żaden nie mówi? Bacznie obserwuję otaczający mnie świat – jestem w końcu jednym z jego mieszkańców. Bliskie mojemu sercu są sprawy związane z moim krajem – kochaną Polską, moją kochaną ojczyzną. Jednak ostatnio swoje myśli koncentrowałem na Irlandii, czteromilionowym kraju – członku Unii Europejskiej. W dniu 12 czerwca tego roku odbywało się (jedyne w całej Unii!!!) referendum dotyczące ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Sam byłem ciekawy wyników. Ja jako przeciwnik obecności Polski w Unii (na obecnych, wynegocjowanych warunkach głównie przez rządy SLD) odetchnąłem. KOCHANA IRLANDIO – DZIĘKUJĘ CI!!! To moje pierwsze słowa, kiedy dowiedziałem się o wynikach. Przyjąłem je z ulgą.
          Naprawdę, cieszyłem i cieszę się jak dziecko. Tako samo jak Francuzi głosowali w referendum na NIE Konstytucji UE i zahamowali jej pracę tak Irlandczycy wykazali się rozumem. Pisząc ten tekst myślę o urzędnikach w Brukseli, którzy nie mogą się pogodzić z porażką. Chcąc ratować swoje stołki dopuszczają powtórne głosowanie w tej sprawie w Irlandii. Czy to ma coś wspólnego z demokracją? Na 100% nie. Kończąc tą część tekstu zastanawiam się nad jednym – dlaczego tylko kraj, w którym patronem jest Święty Patryk zdecydował się oddać głos swoim obywatelom? Unia liczy przecież 27 członków. Odpowiedź jest prosta – zapewne obywatele jednego z krajów zagłosowaliby, podobnie jak teraz Irlandczycy na NIE. I tu chciałbym zadać pytanie polskim politykom – dlaczego ja i wielu z Was nie mogłem pójść do głosowania, tylko głosowali za mnie politycy, oddając zapewne inny głos w tej sprawie? Ratyfikacja przez Sejm tak ważnego traktatu, jakim jest Traktat Lizboński to ograniczenie demokracji.
          Dlaczego jestem przeciwny temu Traktatowi? Odpowiadam. Jest to projekt Konstytucji Europejskiej, odrzucony przez Francuzów w drodze bezpośredniego głosowania, z małymi poprawkami. Nie godzę się jako katolik, że brak w tym Traktacie preambuły odnoszącej się do chrześcijańskich korzeni Europy. Nie godzę, się, aby prawo europejskie było ważniejsze od prawa zawartego w Konstytucji z 1997 roku. Nie chcę prezydenta Unii Europejskiej. Nie chcę dalej oszustw polityków z Brukseli. Chcę uczciwej Unii, a nie takiej jak obecnie. Chcę sprawiedliwej polityki, w którym Polska będzie miała takie same prawa jak Niemcy, Francja, czy Hiszpania. Kilka lat temu polityk PO Jan Rokita powiedział z trybuny sejmowej: „Nicea or muente”, czyli „Nicea albo śmierć”. Dotyczyło to ilości głosów każdego z krajów po rozszerzeniu Unii. Dziś mamy czerwiec 2008 roku i nikt już o tym traktacie nie mówi. Jest za to lansowany niekorzystny dla Polski podwójnej większości. Za kilka lat Unia ma odejść od dofinansowywania rolników. Dla nas będzie to olbrzymia strata finansowa. Dlaczego o tym jest mówione mało? W mediach na ten temat jest niewiele informacji. Panika, strach? Odpowiedzcie mnie na to pytanie. Owszem, dzięki członkostwu we wspólnocie możemy podróżować bez wiz, bez paszportów – to jest dobra strona naszego wejścia do Unii Europejskiej. To nie zmienia jednak mojego podejścia do Unii – warunków, na jakich weszliśmy.
         Wiem, przez wielu z Was mogę być uznany za dziwnego człowieka, ale mam swoje dość konserwatywne poglądy. Ale ich jak na razie ich nie zmienię. Może ktoś z Was mnie przekona? Pozdrawiam Was, licząc na dyskusję.
 

Gadu Gadu 4009354
E-mail: frank_ronald@o2.pl

Luty 2008 roku, piątkowy, szary dzień. Pierwszy od dawna dzień wolny od szkoły i od pracy. Już sam nie pamiętam kiedy mogę bezczynnie leniuchować i o nic się nie martwić. Relaks należy się przecież każdemu :-). Choć gdyby było słonecznie dziś i nie wiał porywisty wiatr zapewne na powitanie wiosny zrobiłbym 30 km na rowerku – dla zdrowia, dla poprawienia słabej po zimie kondycji. Obcowanie z przyrodą, jazda po okolicach mojego zamieszkania sprawia mi radość. Często po przejechanych kilkudziesięciu kilometrów (czasem ponad 100 km) jestem zmęczony, ale jednocześnie szczęśliwy, że mogłem pokonać rowerem taką odległość. Tak było 1 sierpnia zeszłego roku, gdzie po przejechaniu ok. 70 km nie mając sił i jadąc w 30 stopniowym upale prosząc Boga o wsparcie dla mojej osoby przejechałem kolejnych 60 km będąc w domu. Rzeczywiście – często lubię zawiesić sobie wysoko poprzeczkę i pokonać trud, ale to tylko może się opłacić. Sprawdzenie swojej wytrzymałości w danej sytuacji i wygrana to dla mnie wielka satysfakcja. Ale sama jazda na rowerze dla mnie to też możliwość spojrzenia na piękno krajobrazów, które są naprawdę piękne. Każdy ich widok dodaje mi sił. Często w trasie powtarzam do siebie „Boże, jaki Ty piękny świat stworzyłeś – dziękuję Ci, że dałeś mi możliwość, abym zobaczył go swoimi oczyma”. Przyznam nieskromnie, troszeczkę świata miałem przyjemność poobserwować – przez 5-6 lat przejechałem rowerem ok. 4000 km, licząc tylko wyjazdy kilkudziesięciokilometrowe :-). Efektem tego są fotografie robione moim aparatem cyfrowym, które zawsze przywożę z każdej trasy. Są jednak rzeczy, których nie ma na papierze, ale istnieją – mówię tu o wspomnieniach – one nie giną i nie dadzą się w 100% utrwalić w słowach. Podsumowując ten wątek mogę Wam powiedzieć, że z utęsknieniem czekam na ciepłe, słoneczne dni i moje wypady rowerowe, aby móc się z Wami dzielić moimi przemyśleniami i wrażeniami z tras :-).
Pisząc ten tekst jak zwykle słucham muzyki lat osiemdziesiątych. Ja, niespełna 22-letni chłopak czuję się jak bym miał kilka lat mniej. Dla mnie te utwory to prawdziwy relaks dla duszy, jak balsam odmładniający dla ciała. Wsłuchując się w piosenki Pet Shop Boys, A-Ha, Alphaville, Queen czy Eurythmics czuję i wiem, że teksty piosenek z tych lat napisane są z prawdziwą pasją, nie dla tzw. „komerchy”, którą możemy zaobserwować w dzisiejszych czasach. To mnie przeraża. Dzisiejsze lansowanie przeciętnych (baaa – nawet kiepskich) wykonawców ogłaszane jest przez ludzi z tzw. „branży” wyłudzających od nas tylko ciężko zarobione przez nas pieniądze. Nie twierdzę, że to co dziś się tworzy jest złe. Czasem uda się wypuścić wykonawców grających z pasją swoje piosenki – mogę tu wymienić np. grupę Feel. Ale często jest tak, że powstanie grupa X, wyda płytę, a po pół roku się o niej kompletnie zapomina. Czy tak jest z grupami lat 80-tych i ich piosenkami? Myślę, że tak nie jest. Piosenki te grane są przecież grane praktycznie we wszystkich stacjach radiowych, z tym, że niestety brakuje nam wiedzy, że dany utwór powstał we wspaniałych latach 80-tych. Często słyszymy je na nowo – z tym, że pod inną nazwą wykonawcy. Ale cóż, to jest tylko i wyłącznie moje zdanie :-).
Pozdrawiam, dziękując za przeczytanie tekstu i życząc miłego dnia :-).

     Witam Ciebie bardzo gorąco Mamo. Życzenia te pisze Adaś, Twój 21-letni syn. Mamo – pomimo, że Ciebie nie ma od 7 lat na tym świecie chciałbym Tobie złożyć życzenia. Życzę Tobie Mamo Wesołych Świąt Bożego Narodzenia w Niebie, w miejscu gdzie zapewne teraz jesteś i opiekujesz się mną. Pomimo tego, że Ciebie nie zobaczę nigdy na tym świecie chciałbym Ci powiedzieć, że zawsze Ciebie kochałem, kocham i będę kochać. Pamiętałem, pamiętam i będę zawsze pamiętać o Tobie. W moim sercu zawsze będziesz obecna. Pomimo, że Ciebie nie ma, czuję cały czas Twoją obecność. Cieszę się z tego i odczuwam Twoje wsparcie, i w tych dobrych chwilach i w tych złych, które przeżywam. Od 8 lat Święta bez Ciebie są inne, nie są tak radosne, jak byłaś z nami. Tak wiele bym dał, abyś przyszła do mnie w Święta, choćby we śnie i porozmawiała ze mną. Bardzo mi brak rozmowy Twojej ze mną.
     18 września 2007 roku, w 7 rocznicę Twojego odejścia do Pana Boga byłem obecny na cmentarzu, zapaliłem znicz na Twoim grobie. Pamiętam – było wtedy zimno, deszcz mocno siąpił – wiem jednak, że to nie był zwyczajny deszcz. To niebo płakało Twoimi łzami. Pamiętasz – mówiłem do Ciebie, ile się nauczyłem przez Twoją nieobecność, ile Ty mnie Mamo nauczyłaś, ile się starałaś abym stał się dobrym człowiekiem. To Ci się udało Mamo – uwierz mi. Możesz być dumna ze swojego syna. Sama zresztą chyba o tym wiesz, kontrolując moje poczynania.
Kończąc ten artykuł chciałbym jeszcze raz z całego serca swojego i szczerze życzyć Tobie Wesołych Świąt Bożego Narodzenia w Niebie.
Twój kochany synek Adaś.

Witam Was Szanowni Czytelnicy. Obecnie mamy początek grudnia – za kilkanaście dni my, katolicy obchodzić będziemy Boże Narodzenie. W jaki sposób się do nich przygotujemy, jakie popełniamy błędy i co powinniśmy zrobić, aby zawsze czas świąt odbywał się w miłej, rodzinnej atmosferze?

Święta Bożego Narodzenia zawsze miały osobisty charakter, od kiedy się urodziłem, a było to ponad 21 lat temu. Dnia 24 grudnia obchodzę imieniny :-). Mam to szczęście czy nieszczęście, że zawsze ktoś o mnie pamięta bądź nie. Jednak same święta składają się dla mnie z 2 etapów – Wigilii i 2 pozostałych dni świątecznych oraz okresu przedświątecznego. W okresie tym widzę jak my, zwykli szarzy ludzie jesteśmy zabiegani. Niestety nie mamy na nic czasu. Ciągle biegamy ze sklepu do sklepu po pieprz, cukier i inne rzeczy, które kupujemy prawie codziennie. Tak jest z nami w okresie kilkunastu dni. Patrząc na to zachowanie nas śmiertelników jestem zawiedziony naszym postępowaniem. Żal mi, że traktujemy święta w wymiarze materialnym – często chcemy być lepszymi od innych – chwaląc się choćby prezentami, które kupujemy. Kilka lat temu moja ś.p Mama powiedziała mi – „Nieważna wartość prezentu; może to być czekolada, ale ważne, aby to było od serca”. Trudno się mnie z tym nie zgodzić. W przygotowaniach świątecznych brak mi właściwego przygotowania duchowego do przyjścia Jezusa Chrystusa na świat. To mnie boli najbardziej, że większość z nas w ciągu najbliższego okresu zamiast czytać Biblię pójdzie przechadzać się po sklepach, przy okazji kradnąc jakiś towar. To chyba przecież nic złego, nie?

Przypatrzmy się, w jakich okolicznościach Jezus przyszedł na świat. Urodził się w małej stajence pośród biedy. Ludzie obchodząc w tamtych czasach narodziny Pana przygotowywali się głównie duchowo, chcieli naprawić błędy, które popełnili. Dziś żyjąc w XXI wieku patrzymy na aspekt pieniędzy – pokazania naszej (fałszywej) wartości dla innych. Zadajmy sobie proste pytanie – co z nami będzie po świętach? Zapewne przejdziemy do normalnego życia, popełniając te same błędy. Nie rozumiemy, że Boże Narodzenie ma nas czegoś nauczyć. Czy coś chcemy zmienić w naszym życiu?

Święta Bożego Narodzenia to też czas niesamowitej atmosfery. W końcu znajdujemy chwile na spotkania z rodziną przy świątecznym stole. Czas jakoś płynie wtedy inaczej, można porozmawiać z dawno niewidzianym wujkiem czy ciocią. Ustrojona choinka, w głośnikach słychać kolędy obwieszczające narodziny Chrystusa. Do tego jeszcze sypiący się z nieba śnieg, niewielki mróz i jest pięknie :-).

Ktoś z Was zapytać może jak ja spędzam święta. Staram się żyć swoim normalnym życiem. Przygotowuję się do nich duchowo. Zamierzam ponownie czytać Słowo Boże ukryte w magii Biblii. Jak zawsze uczęszczać będę na Msze Święte niedzielne, po to, aby dostrzec Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Po sklepach nie będę musiał biegać – to inni przychodzić będą do mnie, oczekując ode mnie porad. Dzień 24 grudnia – Wigilię spędzę w pracy do 15:00 – ubierając garnitur. Ktoś zapyta, dlaczego – odpowiedź jest prosta. Dla mnie Wigilia to dzień szczególny – oprócz imienin postaram się jeszcze komuś pomóc. Pomoc ludziom to dobry uczynek, szczególnie w święta. Człowiek powinien być bratem dla innych, a nie wilkiem.

Na zakończenie artykułu chciałbym Was prosić o przemyślenie swojego postępowania i być może, jeżeli to się uda do zmiany podejścia do życia. Pokażmy, że można przeżyć święta także w wymiarze duchowym. Na koniec chciałbym Wam życzyć Miłych, Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Kolejny artykuł – niebawem.

Pozdrawiam, czekając na Wasze opinie i komentarze.

Witam Was serdecznie. Żyjemy obecnie w XXI wieku, w III, IV, a może V Rzeczypospolitej? Sam nie wiem :-). Na ten temat nie będę się rozpisywać, bo po co :-)?. Dla mnie rzeczą ważną jest, że żyjemy w wolnym, demokratycznym (?) kraju. Mamy dziś niedzielę, 11 listopada 2007. Obchodzimy dziś 89-tą rocznicę odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej. W tym dniu chcę zadać sobie oraz Wam pytanie. Czy grozi nam utrata niepodległości i czy jesteśmy patriotami?

W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość. W końcu, po 123 latach nasz kraj wrócił na mapę Europy. Europy, dla której dużo zrobiliśmy pokonując chociażby Turków w XVII wieku i wspaniałym dowodzeniu Jana III Sobieskiego. Odzyskanie niezależności było ważną rzeczą dla każdego Polaka. Nikt nie mógł bezpodstawnie narzucić swoich rządów. Powróciła polska flaga, polski język oraz inne symbole narodowe. Było z czego się cieszyć. Jednak najsmutniejsze jest to, że polska walka o niepodległość okupiona została setkami tysiącami ofiar poległych podczas walk z wrogami nieprzyjaciela. Mogę tu wspomnieć o licznych powstaniach (np. listopadowym i styczniowym) oraz o I wojnie światowej. Nasz patriotyzm pokazywaliśmy wówczas licznie chodząc do Kościołów prosząc Matkę Bożą o łaski dla naszej ojczyzny. Matka przychyliła się do naszych próśb.

1 września 1939 roku Adolf Hitler chciał po raz kolejny zniszczyć nasz kraj. Dołączył się do tego okrutnego planu Józef Stalin. Nasza niepodległość została wystawiona na ciężką próbę. Polacy walczyli na froncie broniąc swojej ojczyzny, często przelewając ostatnie krople ginąc na polu walki. Kobiety modliły się w Kościołach prosząc Opatrzność Bożą o opiekę nad naszym krajem, o zachowanie niepodległości. Dzieci często pomagały mężczyznom broniącym Polski. Po 6 latach wielkich poświęceń, strat w ludziach nasz kraj uchronił się od nieprzyjaciół. Wiara w Boga, patriotyzm Polaków, wiara we własne siły sprawiły, że dziś Ty i ja żyjemy w niepodległym kraju. Z tego powodu się ogromnie cieszę. W tym miejscu chciałbym złożyć hołd osobom, które sprawiły, że dzięki ich poświęceniu mogę pisać ten tekst po polsku, a nie po niemiecku czy po rosyjsku. Kochani – dziękuję Wam za to, że broniliście Rzeczypospolitej do ostatnich sił!!! Nie znam Waszych imion i nazwisk, ale chylę przed Wami czoła.

Żyjemy w XXI wieku. W tym miejscu chcę zadać pytanie – czy grozi nam utrata niepodległości? Ile w nas patriotyzmu? Co to za pytania – zapewne może jeden z Was stwierdzić. Problem jednak jest. Ilu z nas było dziś w Kościele pomodlić się za Ojczyznę? Ilu z nas wystawiło przed domem/mieszkaniem biało – czerwoną flagę? Ilu z nas kibicuje polskim reprezentacjom podczas europejskich czy światowych zawodów? Wiem, dla niektórych z Was zadane teraz pytania mogą być dziwne. Ale warto chyba samemu sobie na nie szczerze odpowiedzieć. Czy ktoś z Was wie, co oznaczają kolory na fladze naszej? To pytanie może jest łatwe :-). Biel symbolizuje honor, a czerwień krew osób poległych za Rzeczypospolitą. Czy znamy polskie pieśni/piosenki opisujące naszą walkę z wrogiem? Ilu z nas zna słowa naszego Hymnu Narodowego – kto go napisał? Jedną z ładniejszych piosenek opisujących polską walkę z przeciwnikiem podczas II wojny światowej jest utwór pt. ”Czerwone maki na Monte Cassino”. W refrenie można przeczytać/zaśpiewać piękne słowa „Czerwone maki na Monte Cassino zamiast rosy piły polską krew. Po tych makach szedł żołnierz i ginął, lecz od śmierci silniejszy był gniew”. Piękne słowa – a to jedynie tylko fragment.

Co do niepodległości – myślę, że powoli ją tracimy. W 1999 roku weszliśmy do NATO, 7 lat później do Unii Europejskiej. Nie myślcie, że jestem jakąś osobą z innej epoki. Wejście do NATO i Unii (tutaj mam małe wątpliwości) dobrze przysłużyły się naszemu krajowi – jesteśmy bezpieczniejsi, możemy więcej. Zgadzam się tu. Jednak godząc się na wejście do tych stowarzyszeń oddaliśmy w pewnym stopniu swoje prawo głosu. Teraz to większość danej wspólnoty (są wyjątki i dobrze) może decydować o kształcie danego projektu/reformy. W naszym kraju co chwila słychać o datach przyjęcia europejskiej waluty euro. Zadam pytanie – po co nam to? Komu niepodobna się nasza piękna złotówka? Ekonomistom? Nie obchodzi mnie to. Żyję w kraju – Polsce, w którym złotówka musi być obecna. Niech jest chociażby tak jak teraz – mamy w obecne euro i złotego. To mogę zaakceptować. Sami Niemcy czy Hiszpanie wprowadzając eurowalutę rezygnując z własnych środków pieniężnych uznają, że to co zrobili było błędem. Wprowadzenie w Europie jednej konstytucji – kolejny wielki błąd. Kolejna utrata suwerenności. Dziwię się naszym politykom, popierającym to przedsięwzięcie. Gdzie oni mają patriotyzm? Europa to zlepek wielu narodowości, kultur. Już kilka lat temu były przeprowadzane referenda w krajach o jednej eurokonstytucji. Na szczęście Francuzi i Holendrzy wykazali się przytomnością umysłów, głosując na NIE, co zahamowało ten kiepski pomysł. Nie ukrywajmy – głosując ZA eurokonstytucją pozbawiamy się po części prawa głosu w ważnych sprawach. Przerzucamy możliwość decydowania z nas np. na Niemca. To mnie się nie podoba.

Kończąc swój artykuł chcę Wam dać swoje przesłanie. Cieszmy się, że żyjemy w niepodległej Rzeczypospolitej, módlmy się o łaski dla naszego kraju oraz bądźmy prawdziwymi patriotami – nie takimi od święta.

Pozdrawiam, dziękując za przeczytanie tego tekstu

Witam Was serdecznie. Żyjemy dziś w XXI wieku, w III, IV a może V Rzeczypospolitej? Sam nie wiem :-). Większość z nas ma po kilkanaście lat. Jesteśmy młodzi – zarówno duchem jak i ciałem. Wielu z nas interesuje się historią – tą najstarszą począwszy od antyku, po średniowiecze oraz najnowsze dzieje. Na historii Polski, tej najświeższej chciałbym się skupić. Wiek XX, konkretnie druga jego połowa przyniosła nam wiele ciekawych rzeczy, które idą powoli w zapomnienie. Czy powinniśmy je (rzeczy, chwile) zapominać i spróbować do nich powracać obecnie?

Urodziłem się w końcówce Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – 26 marca 1986 roku. 3 lata później nastała III Rzeczypospolita Polska. PRL-u nie pamiętam, jednak nie od dnia dzisiejszego interesuję się historią. Fakt zdawania przeze mnie na maturze historii oraz WOSu, czyli wiedzy o społeczeństwie na poziomach rozszerzonych przybliżył mnie rzeczy, o których zapewne nie dowiedziałbym się obecnie. Czytałem wiele stron książek, przygotowując się chociażby do egzaminu dojrzałości o Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Muszę stwierdzić, że w książkach zawarte są praktycznie negatywne skutki prowadzenia polityki przez ówczesnych pierwszych sekretarzy partii, chociażby przez Władysława Gomółkę czy Edwarda Gierka. Czy słusznie? W pewnym sensie się zgodzę z historykami – nie chciałbym być podsłuchiwany przez władzę bez mojej wiedzy, nie wyraziłbym zgody na czytanie moich miłosnych listów do koleżanki przez urzędnika Jana Kowalskiego z Koziej Wólki.

Poszedłem dalej w kierunku pogłębiania historii Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – zacząłem z chęcią oglądać filmy i seriale tworzone przez znanych chociażby dziś reżyserów np. Andrzeja Wajdę, Sylwestra Chęcińskiego czy Kazimierza Kutza. Po obejrzeniu kilku seriali i filmów dostrzegłem jedno – świat w tamtych czasach miał to „coś”, czego obecnie nie dostrzegam żyjąc w XXI wieku. Czego? Może tej harmonii świata, tego zwykłego życia? Nie wiem. W każdym razie patrzę na codzienne życie ludzi żyjących przedstawionych w obrazach. Staram się wczuć w ich skórę, zmierzam się ich problemami. Podam przykłady. „Czterdziestolatek” – jeden z najlepszych seriali w historii polskiej kinematografii – oryginalnie pokazane życie standardowej peerelowskiej rodziny – ojciec i mąż pokazany jako osoba wierząca w ustrój Polski robotniczej i wykonująca polecenia „góry”, matka i żona jako osoba wychowująca dzieci oaz pracująca dla państwowego zakładu. Komedia „Wyjście awaryjne” – typowe pokazane życie urzędniczki gminy, której córka popada w kłopoty (zachodzi w ciążę – nieślubne dziecko, nie chce się przyznać, kto jest ojcem dziecka) przy okazji szargając opinię matce. Matka jako osoba głęboko wierząca w Polskę Ludową przenosi swoje poglądy do domu, przy okazji chcąc być postrzegana jako dobra i miła osoba.

Czego brakuje mnie dziś, młodemu człowiekowi żyjącemu w XXI wieku? Na pewno tych, rzeczy, których dziś zapewne wielu z Was uzna za śmieszne. Muzyki tego okresu, tych wykonawców. Kto z Was nie słyszał raz pięknych polskich piosenek chociażby „Gdzie się podziały tamte prywatki” Wojciecha Gąssowskiego, muzyki Czerwonych Gitar. To właśnie w PRLu powstawały takie grupy jak T – Love, Lady Pank, nieco później Papa Dance. Owszem ta muzyka jest obecna, ale jakoś jej dla mnie za mało. Media, głównie zagraniczne wciskają nam w większości kicz, który jest muzyką. Na pewno tego, czego dziś nie widzę jest brak takiego polskiego symbolu teraźniejszości. Kiedyś był to FIAT 125P, FIAT 126P czy Polonez – polskie samochody. Dziś nie mamy żadnego polskiego auta. Czy dziś mamy taki symbol? Może polskiego hydraulika :-). Brak mi typowej atmosfery. Kiedyś w każdą niedzielę zjeżdżała się rodzinka, jadało się obiad rodzinny, chodziło się na spacery. Dziś takich chwil jest zdecydowanie mniej – ludzie zamiast wybierać się na spacery po parku czy lesie, wybierają się na rodzinne niedzielne zakupy – jakby w tygodniu nie było na nie czasu. To dla mnie nie do pomyślenia.

Czy do PRLu można mieć (czuć) sentyment? Myślę, że tak. PRL miał swoje złe strony, jednak jak można zobaczyć w produkcjach filmowych można zauważyć rzeczy, których dziś nie ma, wyginęły. Warto, więc spojrzeć w program TV, obejrzeć historię pewnej rodziny, która żyła kilkadziesiąt lat temu, poznać jej zwyczaje, zachowanie i porównać je z naszym życiem. Sam chętnie wybieram wieczory z polskim starym kinem i każdemu z Was to polecam.

Pozdrawiam, czekając na Wasze opinie.

Słów kilka od siebie.

Witam Was serdecznie. Po sukcesie dwóch poprzednich tekstów pomyślałem, że napiszę coś. Tym razem zaprezentuję tekst odmienny, luźniejszy – może czasem bez sensu, ale opisujący moje przemyślenia na temat tego świata, odczucia, itp. Gotowi? To zaczynamy :).

Jest piątek, wieczór dnia 19 października. Za mną kolejny dzień – miałem wolne, a jednak pojawiłem się w pracy na prośbę kierownika. Plany piątkowe legły w gruzach – miałem posprzątać, pójść na cmentarz zapalić znicz na grobie mojej Mamy, dziadków, pomyśleć nad swoim życiem a potem pójść na 16:00 do szkoły. Nie udało się – cóż. Przyzwyczajony jestem do porażek. 7 lat temu odeszła moja ś.p. Mama, 1,5 roku temu złamałem rękę grając w piłkę. Grę w piłkę, w którą tak grać kochałem – złamanie kości śródręcza i wstawienie 4 śrubek do dłoni nie zdarza się codziennie przecież. Ale pogodziłem się z faktem, że na bramce (chyba, że jako ochroniarz hehe) stać nie będę mógł. Tłumaczę to sobie – takie jest życie. Show must go on – śpiewał przecież Freddie Mercury w swojej pożegnalnej piosence dla fanów. Całe szczęście pozostała mi jazda na rowerze – jeśli mam czas, chętnie wybieram się moim pojazdem na przejażdżki po okolicach Ziemi Lęborskiej. Tutaj mam szczęście – na razie wygrywam w walce z pechem, którego mam, choć przyznam Wam, że jeżdżę czasami dość ryzykowanie. Przykład – jazda rowerem z górki bez rąk na kierownicy, w jednej ręce trzymając aparat fotograficzny kręcąc film do domowego archiwum a w drugiej futerał. Wiem, jestem szalony – ale jak się bawić to się bawić, drzwi wyrzucić (łagodna wersja słowa wyrzucić), bramę wstawić :). Mam szczęście – modlę się do Boga przed jazdą o błogosławieństwo i spokojną jazdę. Moje modlitwy zostają jak na razie wysłuchiwane – z czego się cieszę.

Kolejną rzeczą, z którą się pogodziłem jest brak mojej drugiej połówki. Owszem spotkałem kilka dziewczyn kilka lat temu – ale były one zajęte i zabrakło mnie po prostu szczęścia – byłem zbyt nieśmiały. Tłumaczę to tym, że może na mnie jest jeszcze czas. Mam 21 lat – jestem jeszcze młody, dużo jeszcze przede mną. Narazie korzystam z pięknych chwil młodości, cieszę się każdym dniem, każdą chwilą, którą serwuje mnie życie. Sam jestem często myślami przy moich byłych szkołach – Szkole Podstawowej nr 8 w Lęborku, Gimnazjum nr 1 w Lęborku i Liceum Ogólnokształcącemu nr 2 w Lęborku. Co mogę o nich powiedzieć krótko? Podstawówka – fajne czasy, częste mecze w piłkę nożną pomiędzy klasami; Gimnazjum – cios w 2 klasie (śmierć Mamy), czas szybszego wkraczania w dorosłe życie i podejmowanie męskich decyzji, złamana noga; Liceum – najwspanialszy okres mojego życia, fajna, miła klasa, okres pierwszych (dopiero) wagarów, studniówka i matura. Na studniówce chciałbym się chwilkę zatrzymać. Nikt nie zabierze mi wspomnień z niej – ubrany byłem w biało – czerwony krawat. Ale po co? Po to, aby się dobrze zabawić – uwielbiam się śmiać ze swojej postawy. Oglądając film na DVD ze studniówki mam łzy w oczach – łzy wzruszenia. Każdy, kto przeżył studniówkę powie i przyzna mi rację, że to jedna z najwspanialszych imprez w życiu każdego człowieka.

Matura – pewne zdenerwowanie, nie wiadomo, co się trafi na egzaminie. Pamiętam, jak dzień przed egzaminem pisemnym z języka polskiego (5 maja matura) czytałem streszczenia wszystkich lektur. Dochodząc do dwusetnej strony zobaczyłem „Potop” – ominąłem go, wiedząc, że tej lektury Henryka Sienkiewicza nie będzie. A się okazało, że akurat „Potop” trafił się na maturze!!! Byłem wściekły na siebie przez chwilę, że ominąłem tych kilka stron. Ale po chwili śmiałem się z tego – w końcu trzeba coś napisać. Cały ogólniak na streszczeniach przeszedłem, więc tu taka niespodzianka :). Kilka dni później, 17 maja 2005 roku – będąc mocno przeziębiony na kilku aspirynach stawiłem się na egzamin pisemny z języka niemieckiego. Zdałem go, jak się później okazało, na 75%, czyli najlepiej na całej mojej maturze. Śmiałem się, że każdy egzamin powinienem zdawać na tego typu środkach :). Wspominając te piękne chwile, żałuję, że czas tak szybko leci. Dopiero po kilku miesiącach dostrzegłem momenty, które przeżyłem, chcąc aby one powróciły na nowo.

Ale to przeszłość – ale piękna. Wracając do teraźniejszości myślałem dziś o sobie, o swoim życiu. Za 2 dni mamy wybory parlamentarne – zastanawiałem się nad wyborem i decyzję podjąłem. Nie chcę agitować – jestem bezstronny pisząc każdy tekst, ale wiem, że mój głos oddany będzie na wartościowych ludzi, pragnących abyśmy Ty i ja, żyli w lepszym świecie. To chyba ważne. Ważne jest jedno – aby ludzie szli głosować. Wiem, wielu z Was i ja, nie ukrywajmy, też zawiedliśmy się, ale liczę na lepiej. Nie możemy odchodzić od demokracji, o którą tak przecież walczyliśmy okupując ją życiem, krwią. Historykiem nie jestem – nie będę Wam tutaj przytaczał osób i dat, które zapisały się w naszej współczesnej historii. Ja jestem od tego, aby pisać dla Was teksty. Aby każdy z Was mógł w chwili wolnej czasem coś poczytać – przemyśleć pewne sprawy, przystopować troszeczkę swoje życie, cieszyć się z małych rzeczy, których na co dzień nie dostrzegamy.

Dziękuję za przeczytanie tego tekstu :). Pozdrawiam, czekając na Wasze opinie

Zostawiam dane do kontaktu – jeżeli będziecie chcieli ze mną podzielić się czymś piszcie śmiało.
Nr Gadu Gadu 4009354.
E – mail: frank_ronald@o2.pl


  • RSS